środa, 22 lipca 2015

Rozdział 1

**Avengers tower**  *Narrator*

Wszyscy Avengers mieli zebranie w wieży. Prawie każdy już był tylko Bartona jak nie było tak niema. Zły na niego Iron Man nie wytrzymał i jak zwykle coś palnął. 
- Ile można czekać ! Było powiedziane " Pilne Zebranie". A tego niema. Jak go dorwę to...-nie dokończył bo w tym momencie do pomieszczenia wparował nie kto inny jak Barton.- O znalazła się zguba. - Powiedział ironicznie Anthony Stark. Barton puścił tę uwagę mimo uszu. 
-Przepraszam za spóźnienie. Musiałem odebrać kogoś z lotniska. - Wszedł do pomieszczenia ukazując dziewczynę o miodowych włosach. Natasza gdy tylko zobaczyła dziewczynę uśmiechnięta podeszła do niej. 
-Miło cię znów zobaczyć.- Powiedziała jej na ucho. Dziewczyna natychmiast się uśmiechnęła .
-Clint a kim jest ta dziewczyna? - Zapytał Tony. Po czym popatrzył na dziewczynę.
-To jest Victoria Barton. - Stark myśląc że to jego żona powiedział.
-To ty masz żonę?! Od kiedy?- Victoria popatrzyła na Clinta i na Tasze porozumiewawczo po czym cała trójka jak na znak zaczęła się śmiać. Reszta Avengers  popatrzyła na nich jak na wariatów.
Gdy genialna trójeczka* się opanowała głos zabrała Czarna Wdowa.
-Oni nie są razem, to jego siostra.-  Spojrzała w stronę Kapitana który ledwo co powstrzymywał się od wybuchu śmiechu. Przez głupotę słów Starka . Jak to on się nazywa? A tak "Geniusz".
- To po co to zebranie ? - Zapytał Clint zmęczony całą rozmową.- Spokojne Vic nic nie palnie jest pod obserwacją.- Wszyscy oprócz Victorii i Natashy, popatrzyli na niego jak na wariata. Dziewczyny doskonale wiedziały dlaczego Tori musi mieć obserwacje. Z powodów jej mocy. Której nie lubiła wolała bardziej walczyć broniami białymi lub palnymi. Nie miało znaczenia jaką ważne że efektywną.- Dobra nie było tematu. - Powiedział już zrezygnowany Clint.
**Godzina później***  * Victoria*
Clint zaraz po tym jak zakończyło się zebranie mścicieli. Zaprowadził mnie do mojego pokoju. On miał pokój za ścianą a dodatkowo. Jego i mój pokój były połączone drzwiami. Ironia losu nie? Kiedy weszliśmy zauważyłam piękny pokój.

 -I to mój pokój? – Zapytałam nie wierząc. On na mnie spojrzał z rozbawieniem.
-Tak cały – ha ha ale śmieszne – A teraz się ubieraj bo idziemy na salę treningową.
-Dobra tylko wyjdź- powiedziałam a ten uczynił moją próbę. Na ćwiczenia ubrałam się w kombinezon który dawno temu dostałam od Nataszy. Oczywiście dostosowałam go naukowo do moich mocy.  Najlepsze było w nim to że się dopasowywał do ciała. Kiedy byłam gotowa usiadłam na łóżku czekając na Clinta. Jednocześnie rozmyślając o jednym z mścicieli , który wpadł mi w oko.
---
Witam was serdecznie na moim blogu.
Jest to pierwszy wpis w mojej karierze.
Wiec potraktujcie mnie ulgowo. ;D.
Teraz coś o mnie. Mam na imię Franczeska ( naprawdę tak nie mam ale podoba mi się  to imię wgl. moja prababka tak miała na imię .) W tym roku idę do gimbazy. Jestem lepsza z Anglika niż z polskiego. xD Taka genialna Polka ze mnie.Więc to na razie tyle. Trzymajcie się  ciepło . I do następnego razu .
Pozdrawiam Fran ;*
Wytłumaczenia z rozdziału:
 
*Genialna Trójeczka-Tak się nazwali dawno temu .(Vic,Clint i Natasha)